John Carpenter nazwał prequel „The Thing” z 2011 roku „klonem”, ale część widzów go broni

- Carpenter nazwał prequel z 2011 roku „klomzą”
- Film zarobił jedynie 31,5 mln dolarów i otrzymał 34% od krytyków
- Studio zastąpiło efekty praktyczne CGI, co wywołało krytykę
- Reżyser przyznał, że popełnił błąd w użyciu CGI w post‑produkcji
Na niedawnej panelowej dyskusji FanExpo w Chicago legenda horroru John Carpenter wyraził surową ocenę prequelu swojego słynnego filmu „The Thing” z 1982 roku. Jego zdaniem, film z 2011 roku to „klomza”, w której, według reżysera, zastosowano nieudane efekty cyfrowe i absurdalny „test zębów” zamiast klasycznej analizy krwi.
Co przedstawia tło fabularne z 2011 roku
Film, wyreżyserowany przez Mattiasa van Heiningena Jr. i napisany przez Erika Heisera, jest reklamowany jako bezpośredni prequel do oryginalnego arcydzieła z 1982 roku. Fabuła rozgrywa się w norweskiej stacji badawczej w Antarktyce, gdzie zespół naukowców odkrywa pasożytniczą formę życia z innej planety, zakopaną w lodzie. Mimo interesującej koncepcji, film nie zdołał przyciągnąć szerokiej publiczności.
Budżet filmu nie został ujawniony, jednak przychody z biletów wyniosły jedynie 31,5 mln dolarów na całym świecie, co uznawane jest za porażkę dla projektu z tak znaną franczyzą. Na agregatorze Rotten Tomatoes film otrzymał 34% od krytyków i 43% od widzów. Redakcja IGN oceniła go na 5 z 10, wskazując na nadmierną brutalność, nieudane sceny CGI oraz brak napięcia w finale.
Reakcja Carpentera i Kurta Russella
Podczas sesji panelowej Carpenter nie miał oporów: „Zrobili kontynuację… Norweski oboz – widzieliście tę klomzę? Efekty cyfrowe, test zębów… to po prostu nierealne”. Kurt Russell, który zagrał w oryginalnym filmie, poparł swojego kolegę, stwierdzając, że Carpenter „nie znosi głupców”.
Niemniej jednak nie wszyscy zgodzili się z ostrą oceną. Niektórzy fani zauważyli, że problem filmu leży nie w zespole twórczym, a w decyzjach studia, które zastąpiło efekty praktyczne CGI. Ich zdaniem oryginalne modele praktyczne stworzone przez firmę Amalgamated Dynamics zostały uznane za „przestarzałe” i zastąpione grafiką komputerową, co pogorszyło wizualną stronę.
Fani również wspominają o istnieniu roboczych wersji filmu z oryginalnymi efektami praktycznymi, przechowywanych w archiwach studia. Wzywają do ich wydania i remasteringu, aby widzowie mogli zobaczyć bardziej autentyczną wersję obrazu.
Uznanie reżysera i dalsze plany
Sam reżyser Matthias van Heijningen w wywiadzie dla Syfy Wire w 2023 roku przyznał się do błędu: „Znaleźliśmy się w sytuacji, w której animatronika wyglądała na przestarzałą, a CGI – na niewystarczająco dobrą. Decyzja o cyfrowej obróbce w post‑produkcji okazała się błędna”. Wyraził żal, że praktyczne modele zostały zastąpione, i zauważył, że bez tej zamiany film mógłby otrzymać bardziej pozytywne recenzje.
W związku z tym, pomimo negatywnej oceny ze strony twórcy oryginalnego filmu, prequel z 2011 roku pozostaje przedmiotem sporów w społeczności fanów. Pytanie o ewentualne wydanie oryginalnych efektów praktycznych pozostaje otwarte, a dyskusja na temat roli CGI w nowoczesnych remake'ach trwa.
Źródło: IGN



